niewolnica_diabła napisał(a):
E ja mało lubię filmów wojennych, no chyba, że jakieś połączone z fantasy to ujdą.
Myślę, że określenie "filmów samurajskich" jako "filmy wojenne" jest mało trafne. Są to raczej filmy dotyczące poważnych problemów społecznych z jakimi Japonia borykała się w epokach feudalnych [korupcja, alienacja, konflikt ninjo/giri (uczucie/obowiązek), bezrobocie (tak, bo roninowie to bezrobotni samuraje)], problemów często rozwiązywanych przy użyciu miecza, bądź innego narzędzia walki. Zachodni widz postrzega je w większości jako filmy przygodowe, rozrywkowe, co rzadko było zamiarem japońskiego reżysera. Natomiast japońskie filmy wojenne (bo takie też są) to raczej filmy historyczne (
jidaigeki), które trudno zrozumieć bez podstawowej choćby znajomości historii tego kraju. Myślę też, że gdybyś obejrzała kilka dobrych japońskich filmów z gatunku filmów samurajskich lub
jidaigeki, to może byś choć trochę zmieniła swoje na ich temat zdanie. Niestety, to co jest aktualnie dostępne dla polskiego kinomana, to (poza nielicznymi wyjątkami) jest to "chłam" nie bardzo wart oglądania. Niestety, oglądanie tego właśnie "chłamu" jest główną przyczyną opinii takich jak Twoja, "niewolnico_diabła". Mój blog, tłumaczone przeze mnie książki oraz przygotowywane na ten temat własne publikacje mają na celu pokazanie, że film japoński, japoński film historyczny, a nawet ta jego część, którą określa się kinem samurajskim, to dużo więcej niż sceny krwawych walk, pokazywanych w taki sposób (zwłaszcza w ostatnim okresie!), aby widza zaszokować, a co najmniej epatować. Jest to niestety wpływ komercyjnego kina amerykańskiego, któremu współcześni japońscy twórcy niepotrzebnie próbują dorównać a nawet prześcignąć je w głupocie.
Pozdrawiam i zapraszam do oglądania dobrych filmów japońskich - bo takich jest naprawdę niemało (nawet wśród filmów wojennych, jak Ty je określasz "niewolnico_diabła" ...)
